Pocztówkowe wsparcie okołoporodowe

Jak wesprzeć swoją partnerkę w okresie ciąży i połogu? Jak zmniejszyć ryzyko depresji poporodowej? – to były jedne z najczęściej pojawiających się pytań, podczas warsztatów, które prowadziłem dla mężczyzn w szkole rodzenia. Dzisiaj chciałbym się podzielić z Wami pomysłem na prostą akcję, która może dać Waszym partnerkom wiele wsparcia emocjonalnego, wzmocnić w nich poczucie pewności siebie i pomóc oswoić te nowe doświadczenia. Jak zorganizować pocztówkowe wsparcie okołoporodowe? Wszystko znajdziecie poniżej.

Koncepcja

Głównym impulsem do zorganizowania tej akcji była obawa, że nie będę mógł być z Żoną podczas porodu. Wiedziałem, że moja obecność jest dla niej bardzo ważna, więc myślałem nad czymś, co dałoby jej emocjonalne wsparcie, gdybym ja nie mógł z nią być na sali porodowej. Szukałem rozwiązania, które dałoby jej poczucie, że nie jest w tym sama, że ma wokół siebie wielu życzliwych ludzi, którzy w nią wierzą. Myślałem też o końcówce ciąży i połogu, kiedy to często, ze względu hormonalne huśtawki, łatwiej może być o chwile zwątpienia, braku pewności siebie, czy przytłoczenie różnymi obawami. Ze względu na pandemię mniej było okazji do różnych spotkań i budowania relacji z przyjaciółmi i znajomymi, więc chciałem też, żeby ta akcja trochę angażowała wszystkich na tym społecznym poziomie.

Stąd pomysł zaproszenia rodziny, przyjaciół i znajomych do przygotowania i wysłania mojej Żonie pocztówek i liścików zawierających słowa wsparcia, przypominających ważne wspólne chwile, doceniających różne jej talenty i mocne strony. Całość akcji miała sprawić, że będzie ona regularnie otrzymywać takie pozytywne przekazy, pomagające z nadzieją przejść przez ewentualne trudności tego czasu. Pomysł skonsultowałem pomysł z jedną z przyjaciółek mojej Żony, świeżo upieczoną mamą. Chciałem zweryfikować, czy to w ogóle ma sens, czy może po prostu mi się coś uroiły i nie warto. Odzew był pozytywny, więc postanowiłem rozpocząć akcję.

Wykonanie

Zacząłem od zrobienia listy członków rodziny, przyjaciół, bliższych i dalszych znajomych, których mógłbym zaprosić do włączenia się w tę akcję. Podejrzewałem, że nie każdy będzie mógł albo miał czas, więc zależało mi na tym, żeby lista była dosyć obszerna. Finalnie było tam kilkadziesiąt osób.

Drugim krokiem było zebranie tych osób w jednym miejscu. Poza drobnymi wyjątkami (na przykład przyjaciele prowadzący życie zakonne), wszystkich udało się zwołać w prywatnej grupie na facebooku i tam wtajemniczyć ich w mój pomysł:
1) Każdy miał wybrać jakieś zdjęcie, które związane jest ze wspólnymi wspomnieniami tej osoby i mojej Żony/ obrazuje coś, co tej osobie się z nią kojarzy albo co chciałaby przekazać. Niektórzy projektowali też samemu różne kartki i grafiki.
2) Żeby nie obarczać znajomych kosztami oferowałem, że mogą mi przesłać te zdjęcia/ grafiki i ja je wywołam a potem odeślę im wraz ze znaczkiem i kopertą zwrotną. Niektórzy wybierali opcję, że wywołają i wyślą sami (to było zdecydowanie szybsze rozwiązanie).
3) Prosiłem, żeby znajomi przesyłali koperty zaadresowane na mnie – ja wtedy mogłem podrzucać Żonie kartki w różnych momentach (chodziło o to, żeby nie dostała kilku w małym odstępie czasu). Post factum stwierdzam, że nie było to konieczne i można było od razu zrobić, żeby koperty był adresowane na nią.
4) Koperty z kartkami/ same kartki podrzucałem jej przy różnych okazjach. Czasem w towarzystwie jakichś kwiatów, zazwyczaj kładąc je przy jej rzeczach do haftowania albo na biurku. Starałem się, żeby mogła je znajdować sama i, żeby to stanowiło niespodziankę. Część z pocztówek doszła przed porodem a niektóre ciągle jeszcze spływają.

Efekt

Na ten moment do mojej Żony dotarło około dwadzieścia kartek i listów. Niektórym towarzyszyły jakieś mniejsze i większe prezenty dla niej albo dla Franka. Wszystkie kartki Żona odkłada do swojego pudełeczka i skrupulatnie je zbiera. Te, które dotarły przed porodem wzięła ze sobą do szpitala. Finalnie mogłem jej towarzyszyć podczas porodu i w sumie to nie było tam jakoś za bardzo czasu, żeby te kartki przeglądać. Najważniejsze chyba było to, gdy przychodziły one w ostatnich tygodniach przed porodem i były takimi miłymi niespodziankami, że tyle osób pamięta, wspiera i przesyła dobre słowa. Teraz też, już gdy Franek jest z nami, miło jest Żonie, gdy dostanie list, gratulacje, słowa wsparcia.

Dla mnie najważniejsze było chyba to, że akcja uruchomiła mnóstwo dobrej energii i życzliwości ze strony wielu osób. Wyrażało się to nie tylko w przesłaniu kartki lub listu, ale też pamięci, wiadomościach z zapytaniami, co u nas, gotowości różnorakiej pomocy. Myślę, że to było (i jest) szczególnie ważne wobec różnych epidemicznych ograniczeń i izolacji. Poza tym, te kartki zostaną z moją Żoną na kolejne lata, więc to też będzie miła pamiątka przypominająca o wartości różnych relacji i obecności życzliwych ludzi wokół nas.

Nie chcesz przegapić nowych wpisów?
Zapisz się i bądź na bieżąco!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: